16 Lut 2015
jmarczynski

O wyższości e-maila nad kartką pocztową?

     Dzięki Elżbiecie Leń-Wojtysiak możemy szczycić się naszymi Zeszytami. To przecież dzięki Jej pracy otrzymują one ostateczny kształt i po wydruku otrzymujemy je w znanej nam formie. Do drugiego tomu, trochę „przymuszona”, napisała świetny tekst dotyczący najbliższej rodziny, zatytułowany: „Lenie. Na karuzeli życia… Rysia – w małym ciele wielki duch”. I jak to w życiu bywa, a wiemy to z naszych doświadczeń, przypadki w genealogii są zaskakujące, ale i krzepiące. Potwierdzają bowiem, że nasza praca ma sens i przynosi pożytek.
Podjęta w ubiegłym roku przez Andrzeja Grzegorka decyzja o opublikowaniu na naszej stronie dwóch pierwszych numerów Zeszytów przyniosła rezultat. Kilka dni temu przyszedł do Niego e-mail od Pani z Ostrowca Świętokrzyskiego, która w wyżej opublikowanym artykule znalazła „…wspomnienia […]o swojej rodzinie i, ku memu zdziwieniu, dowiedziałam się, że jej dziadkiem był Bronisław Krodkiewski. Bronisław był bliskim kuzynem mojej babci Reginy z Ostrowca Świętokrzyskiego…” i dalej „…Rodzina Krodkiewskich była dosyć rozległa, ale nie podejrzewałam, że dotarła aż do Kalisza. Gniazdo rodu było na Mazowszu”.
Znamy już dalsze losy i rezultaty tego e-maila. Panie wymieniły już między sobą informacje i zdjęcia, a także bardzo interesującą kartkę pocztową, która zawiera wiele informacji i stanowi przykład pięknej, prawie zapomnianej już sztuki epistolografii – tej grzecznościowej.
Jak się wydaje, przyniosło to Paniom wiele radości, no i pozwoliło rozszerzyć rodzinną wiedzę genealogiczną. Dla nas jest to kolejny dowód na to, że nasze opracowania, nasza wiedza na temat rodzin nie powinna być ukrywana i, że należy się nią dzielić (w granicach rozsądku). Zapewniła nas o tym również Elżbieta Leń-Wojtasik, która przedstawi szczegóły w przygotowywanym na ten temat artykule do IV tomu Zeszytów.
Przygotował: Jan Marczyński

Możliwość komentowania w tym artykule została wyłączona.